Nasuwające się wnioski:
Wszystko się zmieni
Dlaczego małe apteki wchodziły w programy lojalnościowe?, Przez lata rynek został zdominowany przez rozbudowane aplikacje i systemy punktowe sieci.
Te podmioty oferowały:
- aplikacje mobilne z historią zakupów,
- personalizowane promocje,
- punkty i rabaty warunkowe,
- integrację z centralą zakupową.
Mała apteka miała wybór:
- Zachować niezależność i tracić pacjentów.
- Dołączyć do programu partnerskiego, oddać część marży i częściowo markę, ale zyskać ruch.
W praktyce wielu właścicieli nie miało realnej alternatywy.
Co oznacza zakaz korzyści za zakup?
Jeśli rzeczywiście nie będzie można:
- oferować punktów,
- uzależniać rabatów od wartości koszyka,
- prowadzić programów nagród,
to znika główne narzędzie przyciągania klienta przez aplikacje lojalnościowe.
To może oznaczać dwie rzeczy.
1. Projekt ustawy uderza w model aplikacyjny sieci
Rozbudowane systemy lojalnościowe przestają być przewagą konkurencyjną.
Aplikacja bez punktów i benefitów traci część swojej siły psychologicznej.
Dla dużych podmiotów to utrata jednego z kluczowych narzędzi retencji.
2. Projekt ustawy stwarza szansę na odbudowę niezależności małych aptek
Jeśli nikt nie może dawać punktów, wracamy do fundamentów:
- lokalizacji,
- relacji z farmaceutą,
- dostępności towaru,
- ceny.
Mała apteka przestaje być dyskryminowana przez brak "systemu punktowego".
To potencjalne wyrównanie pola gry.
Projekt ustawy wyrównuje możliwości promocji firmy - aptekarz ma też prawo promować swoją firmę. Co powinien zrobić?
1. Odbudować markę lokalną
Skoro nie wolno kupować lojalności punktami, trzeba ją budować relacją.
Stała komunikacja, edukacja, dyżury konsultacyjne.
2. Postawić na specjalizację
Nie konkurować szerokością, ale głębokością:
- dermokosmetyki,
- opieka senioralna,
- doradztwo farmaceutyczne.
3. Wykorzystać dozwoloną reklamę informacyjną
Nowe przepisy dopuszczają reklamę obiektywną i neutralną.
To przestrzeń do:
- informowania o usługach,
- godzinach,
- dostępności szczepień,
- badaniach profilaktycznych.
Nowa przestrzeń konkurencji: reklama lokalna w Google i social media
Projekt nowelizacji jasno wskazuje, że reklama aptek będzie dozwolona, o ile pozostanie obiektywna, neutralna i nie będzie oferować korzyści za zakup .
To oznacza jedno: wraca możliwość legalnej obecności w przestrzeni cyfrowej.
I tu pojawia się coś, co przez lata było niedostępne dla aptek.
Internet zawsze premiował lokalność
Reklama w Google i mediach społecznościowych z natury rzeczy działa lokalnie:
- wyszukiwarka pokazuje wyniki "apteka blisko mnie",
- mapy Google promują punkty w promieniu kilku kilometrów,
- reklamy Facebooka i Instagrama można kierować na konkretną dzielnicę,
- budżety mogą być bardzo małe, a mimo to skuteczne.
W odróżnieniu od telewizji czy ogólnopolskich kampanii, tu nie wygrywa największy budżet.
Wygrywa ten, kto jest bliżej pacjenta.
Dlaczego to bardziej sprzyja małym aptekom niż korporacjom?
Duże sieci myślą centralnie.
Ich komunikacja jest ustandaryzowana, ogólnopolska, sztywna.
Mała apteka może:
- mówić o realnych potrzebach swojej społeczności,
- informować o dostępności konkretnych usług,
- reagować na lokalne sezonowe problemy zdrowotne,
- budować relację z mieszkańcami osiedla.
Algorytmy Google i mediów społecznościowych premiują:
- zaangażowanie,
- autentyczność,
- bliskość geograficzną.
Tego nie da się łatwo zcentralizować.
Co apteki mogą realnie komunikować?
Zgodnie z projektowanym art. 94a reklama nie może oferować korzyści za zakup, ale może informować o ofercie i usługach .
To otwiera przestrzeń na:
- informowanie o opiece farmaceutycznej,
- konsultacjach,
- szczepieniach,
- przeglądach lekowych,
- godzinach pracy,
- dostępności asortymentu.
To nie jest marketing agresywny. To marketing informacyjny.
Przewaga małych: szybkość i osobowość
Właściciel małej apteki może:
- nagrać krótkie wideo z wyjaśnieniem sezonowych zagrożeń,
- prowadzić edukacyjny profil na Facebooku, Instagramie czy Tik Toku
- odpowiadać na komentarze pacjentów,
- pokazywać zespół i budować zaufanie.
Korporacja musi przejść przez:
- dział prawny,
- dział compliance,
- centralę marketingu.
W lokalnym digitalu szybkość reakcji jest przewagą.
Od lojalności punktowej do lojalności relacyjnej
Skoro nie można budować przywiązania przez nagrody i punkty, trzeba budować je przez:
- kompetencję,
- dostępność,
- edukację,
- relację.
Media społecznościowe i reklama w Google są dokładnie tym narzędziem, które pozwala to zrobić taniej i precyzyjniej niż jakikolwiek program lojalnościowy.
Co to oznacza dla właściciela apteki?
To moment przejścia z modelu:
"przystępuję do sieci, żeby mieć aplikację i ruch"
do modelu:
"buduję własną widoczność w mojej społeczności".
Jeśli przepisy rzeczywiście pozwolą na neutralną, informacyjną reklamę, małe apteki dostają coś, czego nie miały od 2012 roku: możliwość konkurowania komunikacją, a nie tylko skalą.
I to może być najważniejsza zmiana w całej nowelizacji.
Podsumowanie: to nie przypadek, to kierunek
Z zestawienia wszystkich elementów nowelizacji wyłania się jeden spójny obraz.
To nie jest wyłącznie liberalizacja reklamy.
To przemyślane przestawienie środka ciężkości rynku.
Przez lata małe apteki były wypychane w stronę programów partnerskich, bo tylko tam mogły uzyskać narzędzia lojalnościowe i marketingowe. Punkty, aplikacje, rabaty warunkowe stały się de facto walutą przetrwania. Niezależność oznaczała utratę ruchu.
Zakaz korzyści za zakup odcina właśnie ten mechanizm.
Model aplikacyjny przestaje być główną przewagą konkurencyjną.
Skala przestaje być jedyną odpowiedzią.
Jednocześnie ustawodawca otwiera możliwość prowadzenia neutralnej, informacyjnej reklamy. To nie jest powrót do agresywnego marketingu. To dopuszczenie komunikacji.
Efekt?
Małe apteki mogą konkurować:
- relacją,
- kompetencją,
- lokalnością,
- widocznością w przestrzeni cyfrowej.
To wygląda na świadome wyrównanie pola gry.
Jeśli spojrzeć szerzej, wpisuje się to w dotychczasową linię ochrony rynku aptecznego przed pełną korporatyzacją. Przykładem była koncepcja "Apteki dla Aptekarza", która miała ograniczyć koncentrację i chronić model rozproszonego, niezależnego rynku. Nowe przepisy nie cofają tej filozofii. One ją uzupełniają.
Nie przez zamykanie rynku.
Przez wzmocnienie niezależnych podmiotów narzędziami komunikacji.
Z perspektywy gospodarki to oznacza:
- większą stabilność lokalnych przedsiębiorców,
- utrzymanie rozproszonej struktury rynku,
- mniejsze ryzyko dominacji kilku sieci.
Z perspektywy pacjenta:
- większą różnorodność,
- bliższy kontakt z farmaceutą,
- większą dostępność lokalną.
Wygląda więc na to, że ustawodawca nie tylko zliberalizował przepisy po wyroku TSUE.
Zrobił to w sposób, który może realnie wzmocnić niezależne apteki.
Jeśli zostanie to dobrze wdrożone i równo egzekwowane, ta ustawa może nie osłabić małych aptek.
Może je wzmocnić.
A to, w kontekście dotychczasowej polityki ochrony rynku aptecznego, jest kierunek spójny i gospodarczo racjonalny.
Niniejszy materiał ma charakter publicystyczno-analityczny i odnosi się do możliwych konsekwencji projektowanych regulacji. Autor nie przypisuje ustawodawcy określonych intencji ani nie sugeruje preferencyjnego traktowania którejkolwiek grupy podmiotów. Wnioski dotyczą wyłącznie potencjalnych efektów rynkowych wynikających z konstrukcji przepisów.